2020-07-07 17:17

niebiblijne doktryny chrystologiczne i ich zdemaskowanie

Z ofiarą Chrystusa  jest związanych wiele niebiblijnych i przez to fałszywych poglądów. Pierwszy z nich polega na przypisaniu Jezusowi zastąpienia wypełnienia Prawa obowiązującego każdego człowieka. Ten fałszywy pogląd sugeruje, że skoro nikt z ludzi nie był w stanie wypełnić Prawa w sposób doskonały tak jak to zrobił Jezus, więc tym samym skoro on tego dokonał, to zastąpił wypełnienie Prawa i uwolnił ludzi od tego obowiązku. Ale wypełnienie Prawa przez Jezusa żadną miarą nie mogło i nie może zastąpić tego do czego zobowiązani są wszyscy ludzie. Zachowanie Prawa dokonane przez Chrystusa w żadnym przypadku nie może być równoznaczne z zachowaniem go przez wszystkich ludzi i przez poszczególne osoby. Posłuszeństwo Jezusa w żadnym wypadku nie zastępuje posłuszeństwa jakie winni okazywać Bogu wszyscy ludzie jeśli chcą być zbawieni. Zachowywanie Przykazań Bożych to obowiązek każdego człowieka - Koh. 12 : 13. Miłość bowiem do Boga polega przecież na przestrzeganiu Jego Przykazań.  - 1 Jana 5 : 3. 

 

Drugie błędne wyobrażenie polega na przypisywaniu sobie sprawiedliwości Chrystusa co wynika z błędnej przesłanki, że on wypełnił sprawiedliwość w naszym zastępstwie. Gdyby rozumieć to w taki sposób, oznaczałoby, że nikt z ludzi już nie jest zobowiązany do sprawiedliwego postępowania, bo już jest zbawiony (wybawiony). Taka interpretacja wynikałaby z błędnego oddania  przyimka greckiego ὑπὲρ (hyper) nie tylko w 2 Kor. 5:20, ale również w wersetach 2 Kor. 5:15. Mamy tam w tekście  ὑπὲρ πάντων ἀπέθανεν = ze względu na wszystkich umarł, a nie zaś zamiast wszystkich umarł, aby żyjący już więcej nie dla siebie żyli, ale dla tego, który  ze względu na nich umarł = ὑπὲρ αὐτῶν ἀποθανόντι. Ten absurd przyimkowego błędnego tłumaczenia widać zwłaszcza w liście apostoła Pawła 2 Kor. 5:20, bowiem w zastępstwie Chrystusa (przy błędnym tłumaczeniu przyimka ὑπὲρ czyt.: hyper ) nic uczynić nie można. Chrystus nie potrzebuje żadnych zastępców, bo jest duchem obecny wśród swoich naśladowców - Mt. 28:20. Ci którzy stawiają się w miejsce Chrystusa - to zgodnie ze znaczeniem greckiego przedrostka anti- są po po prostu antychrystami. W języku greckim często dany przyimek ma kilka różnych znaczeń, więc o jego zastosowaniu ostatecznie decyduje kontekst. Może się tak zdarzyć, że do wyrazu do którego się odnosi można przypisać dwa znaczenia, a czasami jedno możliwe, a nawet wyłącznie jedno znaczenie, gdyż kontekst zarówno bliższy jak i dalszy wyklucza inne znaczenie. Tak więc Chrystus umarł za nas, co nie oznacza, że teraz chrześcijanie będący jego uczniami nie umierają. Przyimek υπερ ma w tym wypadku podobny sens jak przyimek αντι- (anty-) w Mr.10:45, gdzie oznacza równowartość, co jest zgodne ze znaczeniem słowa okup. Wyjaśnienie tego znajduje się w proroctwie Izajasza 53:4-12. Jednak ten sam przyimek αντι- użyty jako prefiks w słowie antychryst w 1 Jana 4:3 ma zupełnie inne znaczenie niż w Mr.10:45. Podobnie jest w przypadku przyimka υπερ , którego znaczenie precyzuje kontekst. Może on oznaczać jak np. w 2Kor. 5:15 za, ale również ze względu na jak to jest w 2Kor. 5:20 lub Ef. 3:1 (ze względu na was).

 

Dlatego też wyrażenie „poczytywać komuś coś za sprawiedliwość” (Rzym. 4:22) nie oznacza przypisywania komuś cudzej sprawiedliwości, (prawości), w tym przypadku sprawiedliwości Chrystusa, ale oznacza poczytywanie silnej wiary za podstawę ku usprawiedliwieniu jak to było w przypadku Abrahama (ἐλογίσθη αὐτῷ εἰς δικαιοσύνην). Słowa te nie oznaczają również, że cudzą wiarę poczytuje się nam za sprawiedliwość, i to za sprawiedliwość Chrystusa, ale z łaskawości Boga wiara nasza sprawia, iż zostajemy uznani za sprawiedliwych, czyli, że przyznaje się komuś status i pozycje sprawiedliwego o ile bierze przykład z Chrystusa i okazuje mu posłuszeństwo i wierność. W przeciwnym wypadku przyznanie komuś czegoś takiego  jakby na kredyt - nie działa. Chrystus stał się dla nas mądrością, prawością, uświęceniem i odkupieniem (1Kor. 1: 30) znaczy, iż stał się On przyczyną celową naszej mądrości, prawości, uświęcenia i odkupienia, czyli uwolnienia, i że Bóg za jego pośrednictwem uczynił nas mądrymi i świętymi, a w przyszłości uwolni nas również od śmierci i wszelkiego innego zła, któremu obecnie podlegamy - o ile wytrwamy w wierze - (Mt. 24:13; 1 Kor.1:30; 2Kor. 5:19-21). Cóż więc stoi na przeszkodzie, byśmy wyrażenia stwierdzającego, iż stał się on dla nas usprawiedliwieniem, nie rozumieli również w ten sam sposób ? Wyrażenie bowiem stwierdzające, że Chrystus „stał się dla nas [...] od Boga sprawiedliwością” (1 Kor.1:30) może być rozumiane tak,  jak gdyby zostało powiedziane, że Chrystus z woli Bożej i mocą Bożą stał się dla nas wzorem sprawiedliwości, czyli usprawiedliwienia, to znaczy, że Bóg przez Chrystusa usprawiedliwił nas i uwolnił od winy, za wszystkie grzechy o ile wstępujemy w jego ślady. Chrystus wyjawił nam w pełni Bożą mądrość, prawość, umożliwił uświęcenie i wybawienie (wyzwolenie) na podstawie swego okupu. A to nie ma nic wspólnego z przypisywaniem sobie sprawiedliwości i świętości samego Chrystusa podobnie jak w żadnym wypadku nie można rozumieć, by ludziom głupim, nie wtajemniczonym, będącym sługami wiecznej śmierci i zniszczenia, przypisywano mądrość Chrystusa, jego świętość i odkupienie.

 

Trzecie błędne wyobrażenie  wywodzi się z nieprecyzyjnego tłumaczenia listu apostoła Pawła do Rzymian 5:18-19. Według popularnego tłumaczenia podobnie jak grzech i nieposłuszeństwo Adama stały się przyczyną potępienia i śmierci ludzi, dlatego, że poczytany im został grzech i nieposłuszeństwo Adama, tak również sprawiedliwość i posłuszeństwo Chrystusa spowodowały uwolnienie ludzi od grzechów i przywróciły im życie, gdyż sprawiedliwość ta i posłuszeństwo zostały im przypisane. Ale w tekście greckim Rzym. 5:12 na co zwrócił uwagę Erazm z Rotterdamu oraz unitarianin Jan Völkel nie istnieje wyrażenie w którym (gr. έv ) wszyscy zgrzeszyli, lecz  ponieważ wszyscy zgrzeszyli  (ἐφ’ πντες μαρτον dosł.:  za to, że wszyscy zgrzeszyli). Wszyscy stali się grzeszni i przez to śmiertelni, gdyż nikt nie może zrodzić czystego z nieczystego    מִֽי־יִתֵּ֣ן טָ֖הוֹר מִטָּמֵ֗א לֹ֣א אֶחָֽד - jak informuje księga Hioba 14:4. Czystość oznacza bowiem doskonałość. Również Dawid w Psalmie 51:5 [7] napisał, że w przewinieniu został wydany na świat i w grzechu poczęła go matka jego (הֵן־בְּעָו֥וֹן חוֹלָ֑לְתִּי וּ֜בְחֵ֗טְא יֶֽחֱמַ֥תְנִי אִמִּֽי). Historia nie zna przypadku, aby bez ingerencji Boga ze skażonego, niedoskonałego, śmiertelnego człowieka pochodził nieskażony, czysty, doskonały. Podatność na grzech, wszelka wynikająca z tego niedoskonałość i śmierć stała się dziedzictwem ludzi żyjących poza Edenem. Dostali  to niestety w spadku po Adamie co nie oznacza, że dźwigają na sobie jego grzech.

Gdyby też przyjąć popularny przekład Rzym. 5:12 idący za błędnym tłumaczeniem Wulgaty (łac. in quo), to dodatkowo mamy błąd petitio principii polegający na przyjęciu za przesłankę tego, co dopiero ma być wywnioskowane. 

Jest tam mowa o własnym lub, jak mówią, aktualnym grzechu wszystkich ludzi, a nie o przypisywaniu im grzechu cudzego, co potwierdza sam apostoł oświadczając i podkreślając z naciskiem przez dodanie słów: „Bo i przed Prawem grzech był na świecie, grzechu si jednak nie poczytuje, gdy nie ma Prawa (Rzym. 5 :13). Każdy dostrzega, że jest tu mowa o grzechu aktualnym, przeciwko któremu wydane zostało prawo Mojżeszowe i który popełniali sami potomkowie Adama.  A więc, skoro apostoł nic nie mówił tu o przypisaniu potomkom grzechu Adama, to nie można również stąd wnioskować o przypisywanej im sprawiedliwości Chrystusa. Konsekwencje grzechu, to nie sam grzech.

Może jednak ktoś powiedzieć, że przypisywanie nam zarówno grzechu popełnionego przez Adama, jak i posłuszeństwa Chrystusa wynika w sposób jak najbardziej oczywisty z tych słów, które Paweł przytacza później, mówiąc w sposób najzupełniej wyraźny: Albowiem jak przez przestpstwo jednego [...] wielu stało si grzesznikami, tak przez posłuszeństwo jednego wielu stało si sprawiedliwymi. A więc przez przestępstwo Adama wszyscy stali się grzesznikami, to znaczy, poddani zostali śmierci, gdyż narodzili się z niego i z tej racji razem z nim otrzymali taki właśnie, a nie inny status, podobnie jak ci, którzy pochodząc od ojca, skazanego za popełnienie jakiejś zbrodni na niewolę, z konieczności znajdują się w takiej samej sytuacji jak ojciec nie dlatego, że przypisuje się im zbrodnie popełnione przez ojca, ale dlatego, iż jest to naturalną i nieuchronną konsekwencją samego faktu pochodzenia. To samo powiedzieć należy o tych, którzy narodzili się z Chrystusa przez naśladowanie Jego posłuszeństwa. Podobnie bowiem jak Chrystus, duchowy nasz Przewodnik, osiągnął przez posłuszeństwo stan życia wiecznego, tak również i ci, którzy zostali zrodzeni przez niego przez wiarę i posłuszeństwo, stają się uczestnikami tego boskiego stanu o ile wytrwają w wierze. Gdyby jednak  sprawiedliwość Chrystusa była nam przypisana bezwarunkowo, a co byłoby konieczne, gdyby została ona osiągnięta w naszym imieniu, wówczas w żadnym przypadku nie byłaby potrzebna nasza własna świętość i nikt nie mógłby przeszkodzić temu, byśmy stali się dziedzicami Królestwa Niebiańskiego, choć byśmy nawet do śmierci trwali w grzechach, wbrew najwyraźniejszym słowom apostoła z listu do Galatów 5:21 oraz listu do 1Koryntian 6:9-10.

Kolejne czwarte błędne wyobrażenie dotyczy zadośćuczynienia i spłaceniu długów w zastępstwie dłużnika. Sprzeczne jest to bowiem z odpuszczeniem i przebaczeniem win. Jeśli ktoś jest komuś coś winien, to o wierzycielu, nie można powiedzieć, że on coś przebaczył,  jeśli pieniądze te spłacone zostały wprawdzie nie przez dłużnika, ale przez kogoś innego w jego imieniu. Gdyby więc Chrystus spłacił Bogu nasze długi w naszym imieniu, to Bóg niczego by nam nie przebaczał i wcale, w tym zakresie, nie ujawniałoby się ani Jego niezgłębione miłosierdzie, ani też bogactwo Jego łaski. Od samego początku świata Bóg przebaczał ludziom grzechy, nigdy nie kierując się prawdziwym zadośćuczynieniem. Dlaczegóż więc tym bardziej nie miałby tego uczynić w okresie Nowego Przymierza, kiedy to w najwyższym stopniu ujawniła się łaska Boża ? Pelne jednak pojednanie wszystkich ludzi z Bogiem stało się możliwe dopiero dzięki ofierze Chrystusa - 2Kor.5:18.

Dalej, gdyby Chrystus podlegał tak wielkim cierpieniom w naszym imieniu, a jego cierpienia zastąpiły wszystkie nasze, oznaczałoby to, że stalibyśmy się wolni od przykrości wszelkich klęsk i śmierci czemu on sam podlegał.  A że jest zupełnie przeciwnie, wynika stąd, że Chrystus jawi się nam jako wódz i przykład znoszenia tego wszystkiego, a cierpiał za nas (1P.3:18) i pozostawił nam przykład, byśmy kroczyli jego śladami. Ale to że cierpiał on za nas nie oznacza, że jego wierni naśladowcy w tym świecie pełnym zła są wolni już od cierpień. Taki stan dopiero nastanie w przyszłości, gdy ludzie będą mogli skorzystać w pełni z dobrodziejstw jego okupu po jego powrocie, gdy zaprowadzi na ziemi ład i porządek  - Iz. 11:9;  25:8-9; 33:24;  35:5-6;  51:11;  65:21-25; Psalm 37:10-11; Mt. 5:5; Ap. 21:3-5.

Bóg bowiem tak umilował świat, że Syna swego jednorodzonego dał, aby każdy wierzący w niego nie zginął, ale miał życie wieczne (Jana 3:16). Chrystus ze względu na każdego (ὑπὲρ παντὸς) zakosztował śmierci - Hebr. 2:9, co ma również i to ogromne znaczenie, że jako Wódz wybawienia przez swoją śmierć może uwolnić wszystkich od strachu przed śmiercią, czyniąc bezkutecznym tego, który posiada jej władzę czyli diabła (Hebr. 2:10, 14-15). Szatan bowiem traci władzę nad ludźmi, których oczy Bóg odwraca od ciemności do światłości, aby dzięki wierze w Chrystusa mogli otrzymać odpuszczenie grzechów i dziedzictwo wśród uświęconych ( Dz.Ap. 26:18). 

Stąd też Jan Völkel w dziele De vera religione Libri Quinque pisze:  Czyż nie oznacza to, że naszym obowiązkiem jest do tego stopnia naśladować Chrystusa, abyśmy podobnie jak On oddał swe życie za nas, oddawali swe życie za braci (1P 2:21; 1Jana 3:13); tak to czynili, jak mówi Paweł, Pryska i Akwila, którzy za jego życie nadstawiali swe głowy, cierpiąc wiele – podobnie jak i on sam – za Kościół (Rzym 16:33 ). Z tego też względu w żadnym przypadku od tego, co wycierpiał Chrystus, nie jesteśmy zwolnieni i obowiązuje nas ten nakaz Chrystusa: „Jeśli kto chce iść za mną, niech się zaprze samego siebie, niech co dnia weźmie krzyż swój [dosł. gr. stauros] i niech mnie naśladuje”; do nas też odnosi się to powiedzenie Pawła: „Wszystkich, którzy chcą żyć zbożnie w Chrystusie Jezusie, spotykają prześladowania” (Łuk. 9:23; 2 Tym 3:12). A wreszcie nic nie jest bardziej sprzeczne z Bożą sprawiedliwością, jak karać niewinnego zamiast winnego. Bóg bowiem nie tylko ludzi zobowiązał do przestrzegania prawa, by nie zabijano ojców za synów ani synów za ojców, gdyż każdy ma ponosić karę za swe własne grzechy (5 Moj. 24:16; 2 Krl. 14:6), ale to samo prawo narzucił niejako również sobie, mówiąc w ten sposób przez Proroka: Syn nie ponosi odpowiedzialności za winę swego ojca ani ojciec za winę swego syna (Ez 18:20). Jeśli prawo, to rozważyć dokładnie, zgodnie ze sprawiedliwością, to wynika z niego, że byłoby to jeszcze bardziej sprzeczne z Bożą sprawiedliwością, gdyby już nie ojciec za syna (co byłoby jeszcze może do przyjęcia, uwzględniając tak ścisłe związki istniejące między tymi osobami), ale ktoś zupełnie obcy ponosił karę za nas.  - Quibus praefixus est Johannis Crellii Franci Liber De Deo et Ejus Attributis, ita ut unum cum illis opus constituat. Raków 1630, rozdz. XXII, str. 562 – 577. 

Jezus z całą pewnością nie został ukarany przez Boga, gdyż żadnego grzechu nie popełnił (1 Piotra 2:22). Jedynie osobom postronnym mogło się tak wydawać o czym pisze wyraźnie prorok Izajasz 53:4 - lecz on nasze choroby nosił, dźwigał nasze cierpienia, a my uważaliśmy go za dotkniętego, rażonego przez Boga, upokorzonego (אָכֵ֚ן חֳלָיֵ֙נוּ֙ ה֣וּא נָשָׂ֔א וּמַכְאֹבֵ֖ינוּ סְבָלָ֑ם). Następne wersety to potwierdzają: A on został przebity za nasze przewinienia, poniżony za winy nasze, kara za nasz pokój - na nim, a w ranach jego zostało dane uzdrowienie dla nas. Wszyscy jak owce zbłądziliśmy, każdy szedł swoją własną drogą, a JEHOWAH pozwolił go zranić (הִפְגִּ֣יעַ) winą nas wszystkich. - Iz.53:5-6. Bóg więc dopuścił do takiej sytuacji, by tym samym został zrealizowany okup dla ludzkości. Wyjaśniają to wersety Iz. 53:10-11- A JEHOWAH wolał by poniżony Jego cierpiał, bo jeśli złoży swą duszę w ofierze za grzech (אָשָׁם) ujrzy nasienie swoje, przedłuży dni swoje i wola Jehowy (hebr. JEHOWAH) przez niego się spełni. Trudem swojej duszy nasycony będzie, dzięki wiedzy swojej, sprawiedliwy sługa mój wielu usprawiedliwi i winy ich on poniesie. 

Widać więc, że Autorem wybawienia, wyzwolenia ludzi jest sam JEHOWAH. Wyraził to apostoł Paweł w liście 2 Kor. 5:21 - tego, który nie znał grzechu ze wględu na nas (ὑπὲρ ἡμῶν) grzechem uczynił, abyśmy stali się sprawiedliwością Boga w nim.
Podobne intrygujące  określenie użyte zostało przez Pawła w liście do Galacjan 3:13 - Chrystus wykupił nas z przekleństwa Prawa  stawszy się ze względu na nas (ὑπὲρ ἡμῶν) przekleństwem, bo jest napisane: Przeklęty każdy zawieszony na palu (ξύλον). Nie można jednak ani w jednym ani w drugim przytoczonym wersecie pomijać specyfiki języka Pawła przed czym ostrzegał  apostoł Piotr w swym liście  2P. 3:15-16. 
Cena okupu jest niezwykle wysoka co podkreślił w swym pierwszym liście 1P. 17-19 :  A jeśli wzywacie jako Ojca Tego, który bez względu na osobę sądzi każdego według uczynków jego, żyjcie w bojaźni przez czas pielgrzymowania waszego, wiedząc, że nie rzeczami znikomymi, serbrem albo złotem, zostaliście wykupieni (ἐλυτρώθητε) z marnego postępowania waszego, przez ojców wam przekazanego, lecz drogą krwią Chrystusa jako baranka niewinnego i nieskalanego.
Żadne więc bogactwa nie pomogą co jasno wyraża Psalm 49:8-10 - brat nie wykupi  (פָדֹ֣ה יִפְדֶּ֣ה) męża i nie da Bogu okupu za niego (כָּפְרֽוֹ), bo okup (פִּדְי֥וֹן) za duszę jest zbyt drogi i nie wystarczy na wieki, by mogł żyć dalej na zawsze i nie ujrzyć grobu.
Jedynie Jezus mógł to uczynić jako doskonały człowiek równy Adamowi (1 Kor. 15:45; Rzym. 5:19) co sam jasno wyraził: Albowiem Syn Człowieczy nie przyszedł aby być obsługiwanym, ale żeby służyć i dać duszę swoją jako okup (λύτρον) wzamian za wielu (ἀντὶ πολλῶν) - Mr. 10:45, Mt. 20:28.
 

Jeśli Bóg jest Sprawcą i Autorem naszego odkupienia, to nikt nie może Bogu i Jego sprawiedliwości dać zapłaty za odkupienie ludzi - por. Iz. 44:24; 47:4 ; 54:8; 59:19-20; 63:16. W tekście hebrajskim użyto  tytułu  גֹּאֵ֑ל (Gō’êl) czego odpowiednikiem jest w języku greckim ὁ λυτρούμενός (Iz. 44:24 LXX). Związane jest ono ze słowem λύτρον (t.zn. okup) - Mt. 20:28. Stąd też λύτρωσις (Łuk. 1:68-69; Iz. 49:8)  znaczy - wykupienie, wyzwolenie, uwolnienie, odkupienie. Hebrajski odpowiednik greckiego λύτρον (t.zn. okup), czyli słowo כֹּפֶר  (hebr. kofer) wskazuje  na dokładne pokrycie poniesionych strat lub szkód. Czasownik kafar - כָּפָר (Psalm 78:38; 79:9) oznaczałby więc darowanie win poprzez ich zakrycie.  Pochodzący od tego czasownika rzeczownik kofer כֹּפֶר  - okup, nigdy nie mógł przekraczać wymaganej wartości tak samo jak nie mógł stanowić niedostatecznej wartości, która nie byłaby w stanie pokryć danej straty czy szkody. Gō’êl - czyli Odkupiciel (lub inaczej Wykupiciel), to ten który powoduje zakrycie winy jednak nie w przypadku mordercy, zbrodniarza, który musiał oddać własne życie za życie, które komuś odebrał - (np. 4 Moj. 35:19). Wynikałoby z tego, że jedynie Bóg ze względu na swoje miłosierdzie może sam zakryć winy ludzkie, ale wyrazicielem i realizatorem Jego woli stał się Chrystus. On też zapłacił swoim życiem (Mt. 20:28 ; 1Piotra 1:18 ; 1Jana 3:16 ; Jana 15:13; 1Jana 2:2) za wyzwolenie potomstwa Adamowego szukającego pojednania z Bogiem uiszczając największą możliwą cenę wykupu (Hebr. פִּדְי֥וֹן - piḏyōn ; λυτρώσεως - LXX). - Psalm 49:8-10 ; 2 Moj. 21:23 ; 5 Moj. 19:21; Oz. 13:14; 1Kor. 15:45, 54-55. Nasze pojednanie z Bogiem dokonane zostało przez śmierć Chrystusa,  jak również i Boże pojednanie się ze światem, bez poczytania ludziom ich grzechów (Rzym. 5:10)Tak więc nasze pojednanie z Bogiem przez Chrystusa stało się możliwe, a nie zaś stało się możliwe pojednanie obrażonego Boga z ludźmi. Przeogromna miłość jaką Bóg pierwszy nam okazał nie mogłaby zaistnieć, gdyby dopiero Chrystus miał przebłagać Boga i sprawić, że z zagniewanego - Bóg stał się dla nas życzliwy. Nawet gdybyśmy przyjęli to, że Chrystus przebłagał w naszym imieniu Boga, to i tak w żadnym przypadku nie można by poprawnie wnioskować z tego, iż zadośćuczynienie jest warunkiem przebaczenia, gdyż zadośćuczynienie wcale nie jest konieczne do przebłagania kogoś - Jana 3:16; 1Moj. 3:15, Rzym 5:8. 

Aby to lepiej zrozumieć niezbędne jest cofnięcie się do historii jaka rozegrała się w Edenie. Pierwsi ludzie zbuntowali się przeciw Bogu i zamiast okazać się posłusznymi dziećmi Bożymi posłuchali „węża”, i tym samym wpadli pod jego władzę. Ich potomstwo było jeszcze w ich lędźwiach, gdy to się stało. Zostali przeklęci przez Boga, podobnie jak i cała ziemia z powodu naruszenia przez nich Prawa Bożego gwarantującego harmonię w otaczającym ich świecie (1 Moj. 3:17-19). Skutek był taki, że w całym tym świecie, który założyli po wygnaniu z Edenu zapanowała dysharmonia prowadząca do destrukcji i zniszczenia. W zasadzie Bóg mógł unicestwić od razu pierwszych ludzi, ale nie odebrał im prawa rozmnażania i posiadania potomstwa jakie im dał wcześniej (1Moj. 1:28). Potomstwo jednak jakie wydali z siebie urodziło się poza Edenem w warunkach jakie im zgotowali pierwsi rodzice. Nie mniej przewidział, że potomstwo Adama znienawidzi potomstwo „wężowe” i opowie się za zwierzchnictwem Bożym (1Moj. 3:15). Ze względu na przyszłego Mesjasza i ostateczną klęskę przeciwnika oraz ze względu na obserwujących wszystko aniołów pozwolił istnieć skażonemu złem światu czekając aż w stosownym czasie zatriumfuje sprawiedliwość, dobro i miłość. 

Bóg nie przekreślał wysiłków potomków Adamowych zmierzających do nawiązania z Nim pokojowych relacji. Takim wyrazem poszukiwania pojednania stały się składane przez ludzi ofiary. To jednak nie dar ofiarny stanowił o wartości tego co ofiarowywano, lecz akt wiary wyznawanej sercem - Hebr. 11:4. Nie mniej najcenniejsze było zawsze życie. Ofiarowywano więc życie zwierząt w celu przebłagania Boga i zakrycia win Jego łaską i życzliwością (co znalazło zwłaszcza później raz w roku formę święta Yom Kippurim - 3 Moj. 16:29-34; 23:27-28 - nazwa od hebr. כֹּפֶר  - kofer - por. Hebr. 9:25 ). Czynnik zadośćczyniący nie znajdywał się jednak ani w osobie kapłana ze względu na jego niedoskonałość, ani w zwierzętach ofiarnych, gdyż niemożliwością było płacenie Bogu tym co do Niego należało (Psalm 50:9-13; Oz. 6:6).  Życie żadnego zwierzęcia nie było też nigdy równowartością i nie było zamienne z życiem ludzkim. Choć te ofiary były składane bezustannie, nie były w stanie przywieść nikogo do doskonałości (Hebr. 10:2), bo z pewnością zaprzestano by je składać, gdyby ci, którzy je składali nie mieli już świadomości grzechów, gdy zostali oczyszczeni - Hebr. 10:2-3. Nikt też z kapłanów nie był w stanie ofiarować własnego nieskalanego życia, bo takiego nie posiadał i śmierć nie pozwalała nikomu pozostać dalej w sprawowanym urzędzie (Hebr. 7:11, 23; Hiob. 14:4; Psalm 49:8-10 ; 51:7). Ale Jeszua (Jezus), który okazał się prawdziwym Mesjaszem (gr. Chrystusem) był w stanie to uczynić i ofiarował całe swoje nieskalane życie Bogu, choć wiedział, że w szatańskim świecie jego misja będzie naznaczona cierpieniem, prześladowaniami i śmiercią. 

Przyszedł po to by usprawiedliwić i uświęcić Imię Boże i dać świadectwo Prawdzie (Hebr. 2:12; Jana 18:37), ale to nieuchronnie w świecie podległym przeciwnikowi Bożemu musiało prowadzić do męczeństwa i zadanej mu brutalnej, okropnej śmierci pełnej poniżenia i hańby. Pomimo tego zgodził się dobrowolnie na to wszystko, pełen prawdziwej pokory z miłości do ludzi, by stać się dla nich zgodnie z Bożym zamierzeniem Wybawcą od ich losu naznaczonego nieszczęściem, niedoskonałością i śmiercią. W tym właśnie wyraża się co prorok Izajasz napisał w 53:5-6 że  został przebity za występki nasze, za winy nasze. Bóg pozwolił go dotknąć (hebr. הִפְגִּ֣יעַ) za winę wszystkich (Iz. 53:7). Niebiański Ojciec miłujący w doskonały sposób Syna swego (Mt. 3:17) musiał niewyobrażalnie cierpieć, gdy patrzył na jego mękę i śmierć. Trudno sobie to nawet wyobrazić. Nie było jednak innej drogi jeśli chciał, by zwyciężyła nad złem prawda, dobro i miłość. Chrystusa przecież Bóg ustanowił Pośrednikiem Nowego Przymierza (hebr. Berit) stanowiącego gwarancję na podstawie obopólnego zobowiązania, że na mocy tego Przymierza ludzie będą mogli pojednać się z Bogiem - Iz. 49:8; Hebr. 8:6; 9:15. Oba Przymierza i Stare i Nowe zostały przypieczętowane krwią, gdyż życie (dusza) wiąże się nierozerwalnie z krwią (3 Moj. 17:11; Hebr. 9:16-22), a więc jak słusznie stwierdził Obadiah ben Jakub Sforno (1475-1550) komentator Tory (nauczyciel Johannesa Reuchlina) - nie dlatego, że Bóg ma upodobanie we krwi, ale dlatego, że symbolizuje ona ludzkie poświęcenie własnego życia w służbie Bogu (Mt. 26:28; Mr. 14:24). Przez przelaną krew Jezusa i oddane jego ciało za jego naśladowców, mają oni dostęp do Boga - Ef. 1:7; Hebr. 10:19-20; Mt. 26:26; Łuk 22:19; 1 Kor. 11:24 do rzeczywistego Miejsca Świętego. 

Dlatego Chrystusa nazywa się narzędziem przebłagania, czyli pojednania, po grecku ἱλαστήριον (Rzym. 3:25-26 ), co w żadnym przypadku nie dowodzi owego zadośćuczynienia, gdyż nazwany on został w ten sposób nie dlatego, że przebłagał Boga zagniewanego na nas. Wszystkim bowiem, którzy przyłączają się do Chrystusa udzielana jest łaska i przebaczenie grzechów dzięki miłosierdziu Bożemu. Termin grecki użyty w greckiej kopii listu do Rzymian 3:25 ἱλαστήριον jest tłumaczeniem hebrajskiego כַּפֹּ֫רֶת - kapporeth z 2 Moj. 25:22 na oznaczenie pokrywy od Arki. Wiąże się więc ze słowem כֹּפֶר  (hebr. kofer). Powołując się na pokrywę Arki uczynił tak nie dlatego, że pokrywa Arki była zdolna przebłagać Boga zagniewanego na naród izraelski, ale z tej racji, że w tym udzielał Bóg odpowiedzi, oznajmiając przez Mojżesza swą wolę, oraz głosił swą łaskawość wobec tego narodu. W tym też znaczeniu apostoł Jan nazywa w 1 J. 4:10 Chrystusa ἱλασμὸς czyli ofiarą przebłagalną za nasze grzechy co widać też w Hebr. 2:17, gdzie o Chrystusie  przebywającym w niebiosach mówi się, że dokonuje przebłagania za grzechy ludzkie - gr. ἱλάσκεσθαι. Teologia Boga skazującego własnego Syna na okrutną śmierć i zagniewanego na ludzkość dopóki krwawa ofiara nie została spełniona jest więc wypaczeniem poglądu Biblijnego i błędnym odczytaniem zawartych tam określeń przeważnie wyrwanych z kontekstu. Taka teologia jest oszczerczą zniewagą Boga przedstawiającą fałszywy pogląd dotyczący Jego jako prawdziwego i faktycznego Wybawcy rodzaju ludzkiego z sideł diabelskich, z niewoli grzechu i śmierci.

 

Kolejny fałszywy pogląd związany z ofiarą Chrystusa wiąże się z przypisaniem mu Boskości na co on się nigdy nie porwał (Filipian 2:6-8). Wersety te z listu apostoła Pawła do Filipian są w popularnych tłumaczeniach skandalicznie błędnie tłumaczone.  6 ὃς ἐν μορφῇ θεοῦ ὑπάρχων οὐχ ἁρπαγμὸν ἡγήσατο τὸ εἶναι ἴσα θεῷ,  7 ἀλλὰ ἑαυτὸν ἐκένωσεν μορφὴν δούλου λαβών, ἐν ὁμοιώματι ἀνθρώπων γενόμενος· καὶ σχήματι εὑρεθεὶς ὡς ἄνθρωπος  8 ἐταπείνωσεν ἑαυτὸν γενόμενος ὑπήκοος μέχρι θανάτου, θανάτου δὲ σταυροῦ w poprawnym  tłumaczeniu brzmią:  który na podobieństwo Boga istniejąc, nie porwał się na to by się zrównać z Bogiem, lecz zniweczył samego siebie, wybrawszy podobieństwo sługi, w upodobnienie ludzi stawszy się i dawszy się znaleźć w wyglądzie jako człowiek, uniżył samego siebie, stawszy się posłuszny aż do śmierci na σταυροῦ [dosł .: na słupie, palu wg.popularnych tłumaczeń - śmierci krzyżowej]. Gdyby Chrystus był równy Bogu nie mógłby być wywyższony ponad wszelkie imię jak podaje werset dziewiąty (9), gdyż jedno drugiemu przeczy. Podobieństwo zaś do Boga nie oznacza, że ktoś jest Bogiem Wszechmocnym i w żadnym wypadku nie jest jest to podobieństwo fizyczne.  Adam był również odbiciem Boga stworzonym na Jego podobieństwo (1 Moj. 1:27) nie w znaczeniu fizycznym. Jezus zaś był jak Adam - o czym zaświadcza apostoł Paweł w liście  1Koryntian 15:45. 

Według teologii trynitarnej stworzenie z Jezusa hybrydalnej postaci Boga-Człowieka, a więc drugiej osoby trójjedynego Boga, która przyjęła ciało ludzkie całkowicie wypacza Biblijny punkt widzenia na jego ofiarę z własnego życia. Taki Chrystus nie byłby w żadnym wypadku jak Adam. Jego życie nie byłoby równe życiu Adama. Jeśli umarła w myśl tej teologii tylko część osoby Syna Bożego, a mianowicie ta która należy do natury ludzkiej, to tak pojęta osoba Chrystusa nie umarła w pełni i tym samym nie został złożony okup za ludzi. To są właśnie takie konsekwencje wynikające z błędnej doktryny trynitarnej. By ratować niezmienność wyimaginowanego trój-jedynego Boga nie mającego żadnych podstaw Biblijnych zaprzepaścili ofiarę Chrystusa. 

Doktryna o wcieleniu (łac. incarnatio) jest nie tylko fałszywa i niezgodna z Biblią.  Jest również wroga duchowi Bożemu i została określona w 1 liscie Jana 4:3 jako pochodząca od ducha antychrysta. Jezus  Chrystus  miał przyjść w ludzkim ciele (1 Jana 4:2), a nie do ludzkiego ciała co niestety w konsekwencji wynika błędnie z doktryny o wcieleniu (łac. incarnatio).  Jeśli jego natura Boska połączyła się z naturą ludzką, to Jezus nie był ludzką istotą nawet jeśli posiadał  ludzkie ciało. Tymczasem Pismo Święte określa go jako człowieka - 1 list do Tymoteusza 2:5. Poczęty był w cudowny sposób z ducha świętego, lecz nie w niebie - Ewangelia Łukasza 1:35. Z tego też względu był jak Adam  (1Koryntian 15:45). Doktrynę o wcieleniu demaskuje znakomicie Ewangelia Jana 1:14 gdzie dopiero w wersecie 14 powiedziano : że logos (słowo) ciałem się stało (kαὶ ὁ λόγος σὰρξ ἐγένετο). Tam nie zostało powiedziane, że słowo się wcieliło w ciało, lecz że stało się ciałem, lub po prostu było ciałem, - a to jest ogromna różnica.

Chalcedoński dogmat natomiast brzmi następująco :  Idąc za świętymi Ojcami wszyscy jednogłośnie uczymy wyznawać, że jest jeden i ten sam Syn, Pan nasz Jezus Chrystus, doskonały w Bóstwie i doskonały w człowieczeństwie, prawdziwy Bóg i prawdziwy człowiek, złożony z rozumnej duszy i ciała, współistotny Ojcu co do Bóstwa, współistotny nam co do człowieczeństwa, „we wszystkim nam podobny oprócz grzechu” (Hbr 4, 15). Przed wiekami z Ojca zrodzony jako Bóg, w ostatnich zaś czasach dla nas i dla naszego zbawienia narodził się jako człowiek z Maryi Dziewicy, Bożej Rodzicielki; jednego i tego samego Chrystusa Pana, Syna Jednorodzonego należy wyznawać w dwóch naturach, bez zmieszania, bez zmiany, bez rozdzielania i rozłączania. Nigdy nie zanikły różnice natur przez ich zjednoczenie, ale została zachowana właściwość obu, tworzących jedną osobę i jedną hipostazę. Nie można Go dzielić na dwie osoby ani ich w Nim rozróżniać, ponieważ jest jeden i ten sam Syn jednorodzony, Słowo Boże, Pan Jezus Chrystus, jak przedtem prorocy nauczali o Nim, jak sam Jezus Chrystus o tym nas pouczył i jak nam przekazał Symbol Ojców  - Dokumenty Soborów Powszechnych, t. I, Kraków 2007, s. 223.

Chrystus nie jest Bogiem Wszechmocnym czyli Absolutem i nie jest też współistotny (homoousios) co do Bóstwa - Ojcu. Takiej doktryny nigdzie nie ma w Piśmie Świętym. Tylko JEHOWAH - Ojciec Niebiański Jezusa jest Absolutem czyli Bogiem w pełnym znaczeniu tego słowa - Izajasza 44:6.  Jest Bogiem z natury w przeciwieństwie do tych, którzy Bogami z natury nie są - Gal. 4 : 8; 1 Kor. 8 : 5-6. Jest Najwyższym - Psalm 83:19 podczas, gdy Jezus nie jest Najwyższym, lecz jest Synem Najwyższego - Ewangelia Łukasza 1:32.

Gdyby dwie natury Boska i ludzka były ze sobą zjednoczone - jak sugeruje dogmat chalcedoński, - to Jezus nie mógłby nie wiedzieć np. kiedy będzie dzień ostateczny, bo to przeczyłoby jego Boskiej naturze. Tymczasem Jezus  powiedział, że  o tym dniu i godzinie nikt nie wie: ani aniołowie w niebie, ani Syn, tylko Ojciec  - Ewangelia Marka 13 : 32. 

Chrystus nie mógłby też we wszystkim upodobnić się do braci - jak mówi list do Hebrajczyków 2:17 - gdyby był Bogiem-człowiekiem.

Skoro Jezus nie jest Bogiem, to tym samym Maria (a w zasadzie Miriam) - matka jego nie jest Bożą Rodzicielką (gr. Theotokos), lecz Rodzicielką Chrystusa (gr. Christotokos). Choć z racji swego nienagannego postępowania została wybrana na matkę Mesjasza nie oznacza to, że była w ogóle bez grzechu i że nie była obarczona skażeniem podobnie jak cały rodzaj ludzki - list do Rzymian 5:12, Ewangelia Łukasza 2:22-24; 3Moj. 12:1-8.  Z wypowiedzi rozradowanej Marii (hebr. Miriam) widać, że wielbi swego Zbawiciela (Ewangelia Łukasza 1:47) co byłoby nieuzasadnione, gdyby była  niepokalanie poczęta  - bo taki człowiek nie potrzebuje zbawienia.  

Nie może być też określana jako Matka Boża, bo Bóg Wszechmocny jest bez początku i końca i z tej racji nie ma żadnej matki. Z wypowiedzi pokornej Marii (hebr. Miriam) widać, że uważała się za służebnicę Boga - Ewangelia Łukasza 1:48. Błogosławieństwo Boże jakie na niej spoczęło nigdy nie oznaczało, że miała się wywyższać nad inne kobiety. Nie stała się też orędowniczką ani pośredniczką do Boga, gdyż jeden jest tylko pośrednik - człowiek Jezus  Chrystus - list 1Tymoteusza 2:5; 1Jana 2:1-2.

Widać więc, że cały dogmat chalcedoński jest fałszywy i sprzeczny z Pismem Świętym. Jezus nigdy nie był Bogiem-człowiekiem. Jest to fałszywa doktryna prowadząca do zaprzeczenia jednej z najważniejszych nauk chrześcijańskich o okupie będącym jedynym ratunkiem dla upadłej ludzkości - Dzieje Apostolskie 4:12. Stąd wyraźne ostrzeżenia apostoła Pawła w liście do Galacjan 1:8. 

T.zw. unię hipostatyczną dwóch natur w Chrystusie słusznie krytykował były jezuita Chrystian Francken (1550-1610), który przyjął poglądy unitariańskie. Za przykładem całej literatury antytrynitarskiej podkreślał autor Enumeratio, że dogmat ten stwarza jakąś czwartą osobę boską i prowadzi do potwornych absurdów, skoro bowiem — w myśl tej zasady — obie natury Chrystusa są nierozłączne, a natura boska znajduje się wszędzie, tedy i natura ludzka musi być wszędzie, i trynitarze powinni się przyznać do ubikwitaryzmu. Oczywiście teolodzy katoliccy próbują się przed tym bronić poprzez pokrętne dopasowywanie do swej doktryny tzw. Communicatio Idiomatum (pol. współ-orzekanie przymiotów) – pojęcia chrystologicznego dotyczącego dwóch natur w Chrystusie, jednak fakty i określenia Biblijne świadczą zdecydowanie przeciw podwójnej naturze oraz woli w Chrystusie

Ponadto według Chrystiana Franckena jeśli więc Chrystus jest pośrednikiem według natury ludzkiej, to nasuwa się pytanie, w jakim celu - według nich - Bóg stał się człowiekiem. Jeśli przyjmie się, że Chrystus jest pośrednikiem według natury Boskiej, to wynika stąd, że jest on pośrednikiem do samego siebie tym bardziej, że według teologii trynitarnej jest współistotny (gr. homoousios) Ojcu. Absurdy więc tej teologii są ewidentne.

Podobnie absurdalna sytuacja wygląda w przypadku teologii ariańskiej według której Jezus przed swoim narodzeniem w Betlejem preegzystował w niebie jako anioł, archanioł lub mniejszy bóg. W myśl tej teologii jego życie zostało przeniesione do łona Marii, albo całościowo, albo częściowo. Jeśli całościowo - a Maria była tylko naczyniem - to taki Jezus nie był wcale istotą ludzką. Jeśli zaś częściowo - a ciało pochodziło od Marii - to był hybrydą, mieszaniną istoty niebiańskiej i ludzkiej - a tym samym nie był taki jak Adam. W obu przypadkach złożenie ofiary będącej okupem byłoby niemożliwe. Jeśli jakaś cząstka życia istoty niebiańskiej preegzystującej w niebie przez wiele lat, została przeniesione do genów Marii (mówiąc językiem współczesnej genetyki) i z tego został ukształtowany Chrystus, to taka hybrydyzacja po pierwsze - zaprzecza twórczym i racjonalnym działaniom Boga, który nie stwarza czegoś sprzecznego w sobie  - o czym świadczy opis stwarzania poszczególnych rodzajów w księdze 1 Mojżeszowej, po drugie - wyklucza tak pojętego Chrystusa z rodzaju ludzkiego, a po trzecie - neguje okup. Obojętne jest w tym wypadku czy Bóg i w jaki sposób Bóg przekształciłby życie lub cokolwiek z takiej istoty niebiańskiej łącząc jej naturę z naturą ludzką. Taka istota będąca mieszaniną tego co niebiańskie i tego co ziemskie nie mogłaby być w żadnym wypadku człowiekiem takim jak Adam.

Ponadto jeśli taka istota niebiańska np. jakiś bóg stał się człowiekiem to jego ciało niebiańskie musiało stać się martwe na okres ziemskiego bytowania, bo gdyby w jakimś sensie żyło, to byłaby jeszcze większa sprzeczność. Co więc stałoby się z tym ciałem ?  Niektórzy sądzą na podstawie błędnie przetłumaczonego fragmentu Ewangelii Mateusza 1:20, że Jezus miał się urodzić z Ducha Świętego, co wskazuje na jego preegzystencję. Już Szymon Budny (1530-1593) w swym dziele pt. O Przedniejszych Wiary Chrystiańskiej Artykulech z 1676 r. w swym komentarzu (odporze) na dowód XXI napisał o Jezusie, że jeśli się nie z nasienia Dawidowego począł, ale z Ducha - to jak może być synem Dawidowym ? Byłoby to niezgodnością z tym co napisano w Rzym. 1:3; 9:5; Jana 7:42; Dz.Ap. 13:22-23; Mt. 1:1; Hebr. 7:14. Apostoł Mateusz nie napisał jednak, że z ducha świętego będzie uczynione ciało Jezusa, gdyż w tekście greckim mamy napisane : ἐκ πνεύματός ἐστιν ἁγίου - co znaczy dosłownie : od ducha jest świętego, a nie zaś - z ducha jest świętego. Gdyby chodziło o odpowiednik polskiego przyimka - z - to w tekście greckim powinien występować przyimek ἀπὸ, a nie ἐκ. Szymon Budny powołuje się tutaj na Erazma z Rotterdamu oraz Teodora Beza (Teodor de Bèze), którzy również to samo dostrzegli. 

Inny jeszcze błąd polega na przypisywaniu Chrystusowi dostępu do jego pamięci przedludzkiej, który mu się otworzył w momencie chrztu na co miałyby rzekomo wskazywać słowa Mt. 3:16  ἠνεῴχθησαν [αὐτῷ] οἱ οὐρανοί dosł. : „i zostały otworzone [mu] niebiosa”.  Słowo αὐτῷ dosł. mu - występujące w niektórych kopiach greckich o niczym nie przesądza i gdyby nawet interpretować otworzenie mu się niebios w znaczeniu otworzenia się zrozumienia, to nigdzie nie ma żadnego dowodu na to, że chodzi tu o pamięć Jezusa przedludzką.  Gdyby zaś faktycznie chodziło o pamięć przedludzką - to tak pojęty Jezus ewidentnie nie byłby istotą ludzką i tym samym jego okup można by było zakwestionować. Jego życie nie odpowiadałoby życiu Adama, oczywiście przy założeniu, że człowiek jest istotą cielesną, a duch jest tylko mocą ożywiającą.

Ponadto można postawić ten sam zarzut jak w przypadku teologii trynitarnej, że sprowadzenie życia lub cokolwiek z natury preegzystującej istoty niebiańskiej  do łona Marii oznaczałoby, że Jezus Chrystus nie przyszedł w pełnym tego słowa znaczeniu w ciele, lecz do ciała - 1Jana 4:2-3;  2Jana 1:7. Taki zaś pogląd jest określony jako duch antychrysta

 

Ostatnim fałszywym poglądem związanym z ofiarą Chrystusa jest t.zw. transsubstancjacja (dosł. przeistoczenie) dokonywana podczas t.zw. Eucharystii z czego wynika wbrew Biblii powtarzalność tak składanej ofiary, podczas gdy de facto prawdziwa i rzeczywista ofiara Chrystusa jest niepowtarzalna - Hebr. 9:27-28; 10:18; Jana 19:30. Jeśli ofiara Chrystusa jest doskonała - a taką niewątpliwie jest - to nie ma najmniejszego sensu ją powtarzać lub uzupełniać. Jeśli ktokolwiek nawet w celu dziękczynienia (gr. eucharistein) celebruje tzw. Ostatnią Wieczerzę jako liturgię eucharystyczną wyrażającą się w tzw. Mszy świętej traktowanej w kulminacyjnym momencie jako bezkrwawa ofiara Chrystusa, to w oczywisty sposób zaprzecza wersetom z listu do Hebrajczyków 9:24-28. Odstępcy od nauki Chrystusa nie posiadający duchowego zrozumienia jego nauki (Jana 6:63; 1 Kor. 2:13-14) zaczęli w Ostatniej Wieczerzy eucharystycznej dopatrywać się dosłownej obecności Chrystusa pod postacią chleba i wina. W tym celu stworzyli niebiblijną doktrynę o transsubstancjacji (czyli przeistoczeniu chleba w rzeczywiste ciało Chrystusa i wina w rzeczywistą krew jego). Tymczasem Biblia zabraniała spożywania jakiejkolwiek krwi, a jedzenia ciała ludzkiego traktowane było jako coś odrażającego (3 Moj. 17:10-14; Dz.Ap. 15:19-20, 28-29; 2 Król. 6:28-30; Treny 2:20). Jezus nie mógł postępować wbrew tym nakazom, bo przyszedł Prawo wypełnić, a nie je łamać (Mt. 5:17). Słowa więc jego podczas Ostatniej Wieczerzy nie mają literalnego znaczenia (Mt. 26:26-28; Mr. 14:22-24; Łuk. 22:19-20). Jego ciało nie mogło być przeistoczone w chleb, ani wino w krew choćby z tego względu, że Chrystus cały i żywy, był obecny przy apostołach podczas tej Wieczerzy. Kler przyjął, że w Eucharystii dokonuje się rzeczywista przemiana chleba i wina w Ciało i Krew Jezusa Chrystusa, mimo iż ani wygląd, ani skład chemiczny chleba i wina nie ulegają zmianie. Co charakterystyczne dla takich absurdów według Tomasza z Akwinu : rzeczywista obecność Ciała i Krwi Chrystusa w Eucharystii nie da się rozpoznać zmysłami ani rozumem, a tylko wiarą. Należałoby dodać - ślepą wiarą nie popartą ani jednym wersetem z Biblii, a wiec nie opartą na Słowie Bożym. 

Ten absurd widać jeszcze bardziej w uzurpatorskim kapłaństwie, które  odstępczy kler rzymski przypisuje bluźnierczo sobie, choć z Biblii wynika, że posługa Nowego Kapłaństwa dopiero nastąpi w przyszłości, gdy Mesjasz obejmie władzę nad całą ziemią - Ap. 5:10; 20:4-6; 1Piotra. 2:9; Iz. 61:6. Jeśli więc ktoś sobie obecnie przypisuje rolę kapłana w tym starym porządku rzeczy, który przeznaczony jest na zagładę (2 Piotra 3:10; 2 Tes. 5:10; Mt. 24:36-44; Łuk. 17:26-30; Ap. 19:11-21), to czyni to samozwańczo i oszukuje ludzi, którzy ślepo zaufali takim przywódcom religijnym. 

Doktrynę transsubstancjacji rozwinął mnich Radbertus Paschasius (800-865), spotykając się jeszcze wtedy ze sprzeciwem większości średniowiecznych teologów katolickich. Ale ta teoria została wprowadzone jako dogmat przez papieża Innocentego III na IV soborze laterańskim w 1215 r. Później sobór trydencki 11 października 1551 r. orzekł prawdziwą, rzeczywistą i substancjalną (łac. vere, realiter et substantialiter) obecność całego Jezusa Chrystusa w t.zw. Najświętszym Sakramencie Eucharystii,  w Kanonie 1 - Jeżeli ktokolwiek zaprzeczy, że ciało i krew razem z duszą i Bóstwem naszego Pana Jezusa Chrystusa, a więc cały Chrystus są prawdziwe, rzeczywiste i cieleśnie obecne w sakramencie Przenajświętszej Eucharystii i jeżeli twierdzi, że jest On tam tylko w sposób symboliczny — to niech będzie przeklęty !
W Kanonie 2 powiedziano - Jeżeli ktokolwiek będzie twierdził, że materia chleba i wina pozostaje w sakramencie Przenajświętszej Eucharystii razem z ciałem i krwią naszego Pana Jezusa Chrystusa… — niech będzie przeklęty ! 
I również w Kanonie 4 napisane zostało - Jeżeli ktokolwiek będzie twierdził, że Chrystus — jednorodzony Syn Boga nie powinien być czczony w świętym sakramencie Eucharystii i publicznie uwielbiony (w Latrii), i że nie należy Mu oddawać czci w zewnętrznych, uroczystych procesjach zgodnie z chwalebnymi i powszechnymi obrzędami i zwyczajami Kościoła Świętego, i że uwielbiający Go są bałwochwalcami — niech będzie przeklęty !

Ostatni Sobór Watykański sankcjonował te ustalenia. Jan XXIII oświadczył:  Przyjmuję w całej rozciągłości wszystko, co zostało postanowione i ogłoszone na Soborze Trydenckim. W 1965 r. papież Paweł VI wystąpił z encykliką Mysterium fidei, w której bardzo mocno podkreślił tradycyjne, trydenckie rozumienie transsubstancjacji.  Takie stanowisko istnieje do dziś. 

 

Kardynał Alphonsus Maria de' Liguori (1696-1787) ogłoszony w 1871 r. doktorem kościoła tak to wyjaśniał w podręczniku dla duchownych katolickich : Dostojeństwo kapłana bierze się także stąd, że posiada on moc nad prawdziwym i mistycznym ciałem Jezusa Chrystusa. W sprawie mocy, jaką kapłani sprawują nad prawdziwym ciałem Jezusa Chrystusa, naucza się, że gdy wygłoszą słowa konsekracji, Wcielone Słowo jest zobowiązane posłusznie przyjść do ich rąk w postaci sakramentu... Sam Bóg posłuszny wypowiedzianym przez kapłanów słowom - HOC EST CORPUS MEUM (To Jest Ciało Moje) - zstępuje na ołtarz, przychodzi gdzie go zawołają, ilekroć go zawołają, oddając się w ich ręce, choćby byli jego nieprzyjaciółmi. Gdy już przyjdzie, pozostaje całkowicie w ich gestii; przesuwają Go z miejsca na miejsce jak im się podoba, mogą też, jeśli sobie życzą, zamknąć Go w tabernakulum, zostawić na ołtarzu lub usunąć na zewnątrz kościoła, mogą też, jeśli tak postanowią, spożyć Jego ciało lub podać innym jako pokarm

Według nauczania teologów kościoła rzymskiego t.zw hostii (opłatkowi) należy się ten sam kult i nabożeństwo (łac. latria), jaką otrzymuje sam Bóg. Parafianie okazują opłatkowi w tabernaculum cześć wierząc, że to sam Chrystus, żegnając się, gdy przechodzą obok kościoła czy wchodząc do jego wnętrza, a także na widok hostii obnoszonej w procesji np. w ich święto tzw. Bożego Ciała.

Taki kult z Biblijnego punktu widzenia jest wyrazem bałwochwalstwa, gdyż Bóg zakazał oddawania czci komukolwiek i czemukolwiek poza Nim samym (2 Moj. 20:4-6). Chrystus nie mieszka w opłatku, ani w budynkach, czy monstrancji, lecz poprzez swego ducha w sercach tych, którzy poddają swe życie posłusznie jego przewodnictwu (1 Kor. 6:19; Gal. 4:6; Mt.18:20). Apostoł Paweł powiedział, że  Bóg, który stworzył świat i wszystko na nim, On, będąc Panem nieba i ziemi, nie mieszka w świątyniach zbudowanych ręką ludzką i nie odbiera posługi z rąk ludzkich, jak gdyby czegoś potrzebował  - (Dz.Ap. 17:24-25). Samozwańczy kapłani kościoła rzymskiego bluźnierczo postawili siebie ponad samym Bogiem, i to tym bardziej, że sami uważają Chrystusa za drugą osobę trójjedynego Boga. Ale takiej nauki nie ma nigdzie w Biblii. Jeśli się temu bliżej przyjrzeć, jest to doktryna znieważająca Boga, będąca parodią drogocennej ofiary Chrystusa. Wrogi Bogu duch tkwi ewidentnie w inspiracji tych doktryn będących jawnym zaprzeczeniem Słowa Bożego. 

 

W dodatku liturgiczna celebracja t.zw. Eucharystii jest od samego początku związana z bałwochwalczym kultem solarnym, z kultem niedzieli sprzecznym z Czwartym i Drugim Przykazaniem Biblijnego Dekalogu. Kult  Sol Invictus wprowadzony przez cezara Aureliana w 274 r., co Konstantyn specjalnym dekretem 7 marca 321 r. wyróżnił i wyodrębnił jako Dies Solis, stał się dla uległych mu odstępczych chrześcijan rzymskich Dies Dominica. Zostało to ujęte później w formule prawnej w kodeksie Teodozjusza. Codex Theodosianus 2.8.1  (Jul 3.321) stał się następnie wzorcem dla późniejszego Kodeksu Justyninana, a Codex Justinianus 3.12. 2, stał się podstawą prawodawstwa całej Europy.  [Codex Theodosianus 2.8.1 - Imp. constantinus a. elpidio. sicut indignissimum videbatur, diem solis, veneratione sui celebrem, altercantibus iurgiis et noxiis partium contentionibus occupari, ita gratum ac iucundum est, eo die, quae sunt maxime votiva, compleri. atque ideo emancipandi et manumittendi die festo cuncti licentiam habeant, et super his rebus acta non prohibeantur.

Codex Iustinianus 3.12.2 Imperator Constantinus. Omnes iudices urbanaeque plebes et artium officia cunctarum venerabili die solis quiescant. Ruri tamen positi agrorum culturae libere licenterque inserviant, quoniam frequenter evenit, ut non alio aptius die frumenta sulcis aut vineae scrobibus commendentur, ne occasione momenti pereat commoditas caelesti provisione concessa.].

Niedziela usankcjonowana prawnie w prawodawstwie całej Europy, stała się na wieki dniem odpoczynku wydzielonym bezprawnie w miejsce Bożego szabatu zachowywanego przez Hebrajczyków. Natomiast szabat - rzeczywisty dzień siódmy zszedł do roli podrzędnej, po czym całkowicie został pominięty, a w końcu zakazany na soborze florenckim w 1441 r.  Ci wszyscy, którzy nie chcieli się stosować do tego prawa, byli uważani za heretyków, judaizantów i przeciwko nim kler rozpętał falę swej propagandy z prześladowaniami włącznie. Nawet podejrzenie o judaizowanie było niebezpieczne i różnie mogło się skończyć. Ten anty-semicki trend polityce kościelnej nadał już cezar Konstantyn, który jako pontifex maximus uległych mu biskupów skierował do nich znane słowa: Nie miejmy nic wspólnego ze znienawidzonym narodem żydowskim !  Nastawienie to realizowali kolejni pontifeksi, którzy od czasów Damazego od 378 r. jako biskupi Rzymu przechwycili tytuł pontifex maximus, którego zrzekł się cezar Gratianus w 376 r. Choć tytuł był pogański  nadawany najwyższemu kapłanowi pogańskiego Rzymu, od tej pory podkreślał zwierzchność biskupa rzymskiego nad pozostałymi biskupami. Przez ponad 1600 lat ci uzurpatorscy i odstępczy biskupi noszący bluźniercze tytuły takie jak papież oraz Zastępca Syna Bożego realizowali antysemicką politykę, a ich propaganda wydała przerażające żniwo antysemityzmu w postaci Holocaustu. Ponieważ po II wojnie światowej anty-semityzm został powszechnie potępiony i został zakazany przez prawo międzynarodowe kler przestał wygłaszać oficjalnie swą antysemicką propagandę, ale myli się ten, kto twierdzi, że zmienił swoje nastawienie. W dalszym ciągu jest anty-semicki, choć w bardziej zakamuflowanej formie. Biblia wyraźnie ostrzega przed uciskiem jakiego nie było od początku świata  (Mt. 24:21) co wyraźnie sugeruje, że ten Holocaust, który miał miejsce może nie być ostatnim jaki się zdarzył (Mt. 24:22; Joel 4:1-2, 11-17 [lub według popularnej  numeracji 3:6-7, 16-22];  Zach. 12:1-10; 14:1-7.

Główne ostrze anty-semityzmu zawsze było skierowane przeciw prawdziwym Żydom (hebr. Jehudim) co zawsze oznaczało chwalców Jehowy. Nienawiść więc do nich oznaczała w gruncie rzeczy zamaskowaną nienawiść do samego Boga i Jego Świętego Imienia - JEHOWAH - wymienionego w Biblii hebrajskiej ok. 7000 razy i 7 razy w przykazaniach Dekalogu.  Wyrazem tej wrogości wobec Świętego Imienia Bożego była i jest propaganda siana przez kler mająca na celu zdyskredytowanie tego Imienia i doprowadzenie do zaprzestania Jego wymieniania i stosowania

 

W Izraelu od najdawniejszych czasów nadawano imiona o charakterze teoforycznym, a więc takim, które nawiązywały do Imienia Bożego oraz do szczególnej sytuacji lub przymiotu z którym wiązano imię narodzonego człowieka. Np. :

Jeho'ada - Jehowah ozdobił; Jeho' adan - Jehowah rozkoszą; Jeho'aִhaz - Jehowah uchwycił; Jeho'asz - Jehowah silny ; Jeִhoanan - Jehowah łaskawy; Jehonadab - Jehowah szlachetny; Jehonatan - Jehowah dał; Jehoram - Jehowah wywyższony; Jehocadaq - Jehowah sprawiedliwy; Jehoszab'at - Jehowah poprzysiągł; Jehoszeba - Jehowah przysięgą; Jehojada - Jehowah zna; Jehojakin - Jehowah ustanowił; Jehojaqim - Jehowah podnosi; Jehojarib - Jehowah broni ;Jehoszapat - Jehowah Sędzią ;Jehozabad - Jehowah obdarzył.

Stąd też imię Jezus hebr. - Jehoszua znaczy Jehowah wybawieniem. Oznacza więc, że poprzez Mesjasza (gr. Chrystusa) Bóg zsyła ludziom wybawienie. Ale widać to wyłącznie w hebrajskim brzmieniu tego imienia (aramejska forma ściągnięta - Jeszua). I chyba nie bez powodu Ewangelia Marka 13:13 podaje, że będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu imienia mego. Już wszelkie skojarzenia słów z brzmieniem w języku hebrajskim wywołują często drwiny, nienawiść lub wściekłość.

 

W odstępczych doktrynach kler rzymski posunął się najdalej. Już  kler prawosławny zachował więcej ostrożności i rozsądku, choć również skalany jest odstępczymi naukami wypaczającymi Biblijne rozumienie Ostatniej Wieczerzy.

Z prawosławnego punktu widzenia w trakcie t.zw. Świętej Liturgii, za sprawą Ducha Świętego, następuje realna przemiana chleba i wina w ciało i krew Chrystusa, przy czym chleb i wino zamieniwszy się w ciało i krew Chrystusa nie przestają być jednocześnie chlebem i winem. Są jednocześnie i jednym, i drugim. Niektórzy teolodzy porównują to do unii hipostatycznej w Chrystusie, w którym rzekomo zjednoczyły się dwie natury: Boska i ludzka. W prawosławiu nie robi się filozoficznego rozróżnienia jak w katolicyzmie na istotę i przypadłości. Prawosławie nie wnika w to, jak się dokonuje taka przemiana i odrzuca teologiczne wyjaśnienia t.zw. transsubstancjacji.  Jest to zdaniem teologów prawosławnych Boska tajemnica jak to się dokonuje. Chleb i wino stają się według nich prawdziwymi Ciałem i Krwią Chrystusa. Tą przemianę dokonywaną podczas liturgii nazywają metabole czyli przemianą.

 

Absurdalność transsubstancjacji była dostrzegana  przez Reformatorów, ale Luter pomimo odrzucenia tej doktryny nie wyzwolił się z katolickiego rozumienia Eucharystii. W miejsce transsubstancjacji luteranie przyjęli konsubstancjację (łac. consubstantiatio) - czyli zachowanie tej samej substancji. Ich zdaniem podczas Wieczerzy Pańskiej spożywane jest prawdziwe ciało i krew Jezusa Chrystusa pod postacią chleba i wina, przy czym substancje chleba i wina nie ulegają przemianie (elementy te zachowują swoją substancję). Jezus jest współobecny w chlebie i winie - ale tylko podczas sprawowania sakramentu, podczas gdy w katolicyzmie pozostające po konsekracji hostie są przedmiotem bałwochwalczej czci i adoracji. Wszystkie kościoły protestanckie wyrosłe z nauki Jana Kalwina (a więc ewangelicko-reformowane, kościół anglikański, kościół metodystyczny) przyjmują realną obecność Chrystusa w Wieczerzy Świętej – ale jest to obecność ich zdaniem w Duchu Świętym. 

Teolog ewangelicki Adolf von Harnack (1851-1930) zarzucił Lutrowi w swoim Podręczniku historii dogmatów, że poprzez uparte podkreślanie nauki o wszechobecności Ciała Chrystusowego (Ubiquitätslehre) poprowadził teologię ewangelicką ku smutnym torom scholastyki, a nawet, przyczynił się do tego, że przerażające spekulacje o wszechobecności Chrystusa krążyły po najwyższych kondygnacjach scholastycznego absurdu. - Adolf Harnack: Lehrbuch der Dogmentgeschichte, tom 3, Tübingen 1910, 4. Auflage, s. 851 n.

Poglądom Lutra przeciwstawił się Huldrych (Ulrich) Zwingli (1484-1531)  zaprzeczając jakiejkolwiek realnej obecności Chrystusa w t.zw. sakramencie ołtarza. Przeciwstawił się też indywidualistycznej interpretacji Eucharystii, uznając Wieczerzę Eucharystyczną za świąteczną celebrację Kościoła zebranego we wspólnej wierze w zmartwychwstanie Chrystusa, który był martwy, a teraz żyje na wieki

W 1529 r. landgraf heski Filip podjął próbę zjednoczenia reformatorów wittenberskich i szwajcarskich na wspólnym kolokwium (czyli rozmowie religijnej) w Marburgu (Hesji). Na wiosnę zjechali tam z jednej strony Luter i Melanchton oraz Zwingli i Oekolampadiusz - z drugiej strony. Początkowo obrady szły gładko i uzgodniono szereg zagadnień. Utknęły natomiast rozmowy w dyskusji nad Wieczerzą Pańską. W sercu Lutra zrodził się nowy ideał religijny z trwogi o zbawienie duszy. W jego religijności odgrywał więc dużą rolę moment mistyczny. Jak katolik podczas mszy odczuwał Luter realną obecność Chrystusa jako Boga w tzw. Komunii. Spożywający Wieczerzę - według niego - przyjmują ciało i krew Chrystusa, choć niewidzialnie, ale realnie. Tymczasem Zwingli doszedł do swych wniosków bez mistycznych metod, drogą czystego rozumowania i poprzez studium t.zw. Nowego Testamentu. Obca była mu mistyka Lutra i Wieczerzę Pańską pojmował tylko jako pamiątkę męczeńskiej śmierci Zbawiciela: chleb i wino są według niego tylko znakami (symbolami) ciała i krwi Pańskiej.

Wobec tak zasadniczej różnicy przeciągała się dyskusja w Marburgu. Co miało zwyciężyć: zjednoczenie  za cenę kompromisu, czy bezkompromisowa wierność własnym poglądom ? Luter napisał przed sobą na stole kredą słowa Zbawiciela:  To jest ciało moje  i wskazywał zawsze na nie podczas dyskusji. Zwingli nie mógł z kolei robić ustępstw wbrew własnemu sumieniu. Do zjednoczenia reformacji szwajcarskiej i wittenberskiej nie doszło, gdyż Luter nie był w stanie wyjść ponad swoje skrajnie literalne rozumienie pewnych wersetów Biblijnych.  I tak doszło do rozłamu. 

 

Następcą Ulricha Zwingliego został Johann Heinrich Bullinger (1504-1575) szwajcarski reformator, który w sporze z Marcinem Lutrem podkreślał, że w Eucharystii Chrystus jest tylko  duchowo obecny (praesens spiritualiter) poprzez moc życiodajnego Ducha. Bullinger nie czynił żadnej różnicy między obecnością Chrystusa w Wieczerzy Pańskiej a jego obecnością w Kościele. Kwestia, czy sakrament jest narzędziem łaski, stała się przedmiotem sporu nie tylko między Lutrem a kościołem w Zurychu, lecz znajdowała się w centrum rozmów zjednoczeniowych między dwoma, dominującymi nurtami Reformacji szwajcarskiej: między Genewą a Zurychem. Korespondencja między Bullingerem a Kalwinem  pokazuje, że kalwińska nauka o Wieczerzy Pańskiej postrzegana była w Zurychu jako luterańska.

Dla teologów Zurychu Jan Kalwin był krypto-luteraninem i nie mógł liczyć na zbyt duże zaufanie. W liście z 25 lutego 1547 roku Kalwin pisze do Bullingera: Utrzymujesz, że chleb jest symbolem. My też tak uważamy. Zaprzeczasz jednak, że przez to udzielane jest nam prawdziwe Ciało Chrystusa. Pusty symbol nie może pochodzić od Boga, ponieważ udziela to, co przedstawia. Poprawne jest stwierdzenie, że tylko Bóg działa w Wieczerzy, ale czyni to przez pośrednictwo sakramentów. - Calvin-Studienausgabe, vol. 4 – Reformatorische Klärungen, Neukirchen 2002, s. 3.

Bullinger zignorował powyższy list, a kolejna korespondencja Kalwina pokazuje, jak nikłe były nadzieje na porozumienie. Bullinger odrzucał przekonanie Kalwina (a również Lutra i Rzymu), że sakramenty są narzędziami łaski. Dopiero poprzez szczegółową analizę pojęcia instrumentum (narzędzia) mogło dojść do porozumienia między Genewą a Zurychem. Bullinger zgodził się podpisać sformułowany przez Kalwina traktat Consensus Tigurinus (dosł.: Zgoda Zurychska). Doszło do niej  w 1549 r. w wyniku uzgodnienia z Kalwinem wspólnego stanowiska w sprawach teologicznych, co zmniejszyło spory między ewangelikami reformowanymi a kalwinistami. Kolejne ułożone przez niego w 1566 wyznanie wiary – Cofessio helvetica posterior zostało uznane za podstawę wiary przez ewangelików reformowanych w Holandii, Francji (1571), Polsce (1578), Szkocji i Szwajcarii (1566), Węgrzech (1567), a później w większości innych krajów. Przyjęcie wyznania wiary w ujęciu Bullingera nazwano helweckimi konfesjami. Prawie wszystkie artykuły tej Zgody pokazują zorientowane na dialog sformułowania, odnoszące się do symbolizowanej przez sakramenty rzeczywistości wiary, ale nie przekazywanej łaski. Artykuły dystansują się zarówno wobec dekretów Soboru Trydenckiego, jak i ewangelicko-luterańskiej nauki o współistnieniu elementów.

Według Kalwina pokarmem duszy naszej jest Chleb Żywota, Jezus Chrystus, zwiastowany i udzielany przez Słowo Boże jako wybrane ku temu narzędzie. W sakramencie Wieczerzy świętej ten chleb żywota podawany jest  już nie tylko w nauczaniu i zwiastowaniu, lecz w ciele i krwi Chrystusa Pana. Chleb i wino są symbolami ciała i krwi Chrystusa, ale nie są zwykłymi symbolami. Jezus Chrystus w tej Wieczerzy świętej obdarza biorących w niej udział prawdziwą istotą ciała i krwi swojej, aby Go całkowicie i zupełnie posiąść, i dzięki temu osiągnąć wszystkie dary Jego łaski. Jeśli bowiem Jego posiadamy, wówczas całe bogactwo darów Bożych, w Nim ukrytych, dostaje się nam w udziale. Tak więc, najgłówniejszym darem, który przez spożywanie tej Wieczerzy świętej otrzymujemy, jest ten: w niej Jezus Chrystus zostaje nam dany, a wraz z Nim cała pełnia wszelkich darów łaski, jakich tylko serce nasze zdolne jest pożądać. Chcąc należycie ocenić  dary przez sakrament Wieczerzy świętej  spływające, nie powinniśmy myśleć, że Bóg pragnie tylko tymi zewnętrznymi znakami serca nasze pobudzić i rozpłomienić. Główna rzecz leży raczej w tym, że On przez Ducha Świętego dzieło swe w nas wykonuje tak, by sakrament okazał się w nas skuteczny, i posługuje się tym sakramentem jako narzędziem, by dzieła swego w nas dokonać. 

Dalej Kalwin uważa, że skoro ani na niebie, ani na ziemi nie ma niczego cenniejszego i godniejszego nad ciało i krew Chrystusa, przeto musi być ciężkim grzechem przyjmować ten dar nierozważnie, bez gruntownego przygotowania się oraz wniknięcia w samego siebie. Z drugiej strony skoro nie mamy żadnego daru Pańskiego, udzielonego Kościołowi, który byłby cenniejszy od daru Wieczerzy Pańskiej więc chociaż czulibyśmy, iż wiara nasza jest słaba i niedoskonała, chociaż nieczyste sumienie oskarżałoby nas o wiele upadków i grzechów, nie powinno nas to wstrzymywać od przystąpienia do stołu Pańskiego, bylebyśmy tylko czuli w swym sercu, iż bez wszelkiej obłudy i dwulicowości jedynie szukamy w Chrystusie i od Niego tylko oczekujemy zbawienia i według wskazówek Ewangelii żyć zamierzamy. Nie wolno tylko stawać u stołu Pańskiego bez wiary i pokuty. 

Warunkiem osiągnięcia za pośrednictwem Wieczerzy świętej darów łaski jest to, aby w niej Chrystus sam stał się naszą własnością. On więc musi być treścią i istotą tego sakramentu, a dary łaski Bożej, które przezeń spływają na nas i są owocem Jego cierpień i śmierci, będą sakramentu tego następstwem. Przy tym nasza dusza zespolić się musi zarówno z duchem Chrystusa (gdyż dary łaski Bożej przezeń ofiarowane są natury duchowej), jak i z ciałem Jego, gdyż przez nie Chrystus, jako człowiek, aktem bezwzględnego posłuszeństwa zadośćuczynił sprawiedliwości Bożej za nasz grzech nieposłuszeństwa. To jednak bynajmniej nie prowadzi do uznania chleba i wina przy Wieczerzy świętej za ciało i krew Chrystusa. Ten chleb i to wino są tylko znakami i rękojmią obecności Ciała Chrystusowego. Oddzielenie widomego znaku od tego, co on oznacza, jest niemożliwe i to właśnie stanowi sakramentalność tych znaków widzialnych; ale odróżnienie jednego od drugiego jest konieczne, by znaku nie przyjmować za istotę rzeczy i przez to nie wstąpić na drogę bałwochwalstwa

Według Kalwina słusznie chleb nazywany jest ciałem, gdyż nie tylko nam to ciało przedstawia, czyli uzmysławia, lecz zarazem podaje nam istotne ciało Chrystusa. Zgadzając się, że nazwa ciało Chrystusowe do chleba słusznie jest zastosowana, gdyż chleb jest znakiem i rękojmią obecności ciała Chrystusowego, kładziemy jednocześnie nacisk na to, iż jest niedopuszczalne i niemożliwe oddzielanie ustanowionych przez Pana sakramentów od ich prawdziwej istoty. Odróżnianie jednego od drugiego jest nie tylko słuszne, ale i potrzebne dla uniknięcia wzajemnego ich łączenia; błędem jednak jest oddzielanie ich w ten sposób, by były wyodrębnione.

Gdy widzimy znak, musimy myśleć o tym, co on ma przedstawiać i kto go nam daje. Chleb w sakramencie Wieczerzy Pańskiej jest podawany, by nam ukazywał ciało Chrystusowe, a nawet rozkazano przy tym, byśmy to ciało Chrystusowe spożywali. Chleb ten dany nam został od Boga, który jest wieczną i nieodmienną prawdą. Skoro jednak Bóg ani kłamać, ani zwodzić nie może, przeto wynika stąd, że spełni również i to, co nam w Wieczerzy świętej podaje. A więc, musimy w Wieczerzy świętej rzeczywiście przyjmować ciało i krew Chrystusa, ponieważ przez nią Bóg pragnie nas zespolić z ciałem i krwią Chrystusa.

Jakie znaczenie miałoby spożywanie chleba, i picie wina, gdyby ukazywało tylko tę prawdę, iż ciało Chrystusa jest naszym pokarmem, a Jego krew naszym napojem ? Gdyby nam nic innego nad chleb i wino nie podawano, to o duchowym charakterze Wieczerzy Pańskiej nie mogłoby być mowy. Czyż wówczas nie posługiwałby się Pan znakami kłamliwymi ustanawiając Wieczerzę świętą ? Musimy więc zdaniem Kalwina przyjąć, że jeżeli środki zewnętrzne, którymi się Bóg przy Wieczerzy świętej posługuje, zupełnie odpowiadają prawdzie, wówczas wewnętrzna istota sakramentu musi być ściśle związana ze znakami zewnętrznymi. Jak więc jest rzeczą pewną, iż chleb ręką podawany nam zostaje, tak samo jest rzeczą pewną, że w sakramencie tym ciało Chrystusa nam się oddaje, żebyśmy mieli z Nim społeczność, a tym samym zdobyli pokarm dla duszy.

To przekonanie niech nam starczy za dowód, że Jezus Chrystus w Wieczerzy świętej obdarza nas prawdziwą istotą ciała i krwi swojej, żebyśmy Go całkowicie i zupełnie posiedli, i dzięki temu osiągnęli wszystkie dary Jego łaski. Jeśli bowiem Jego posiadamy, wówczas całe bogactwo darów Bożych, w Nim ukrytych, dostaje się nam w udziale. Jeżeli jednak wejście w społeczność z Jezusem Chrystusem ma na celu zapewnienie nam uczestnictwa we wszystkich darach łaski, które On przez swoją śmierć dla nas wyjednał, to nie da się zaprzeczyć, że zespolenie się z Nim jest zespoleniem się naszego ducha z Jego duchem. Zarazem jednak musimy koniecznie i z Jego ludzką naturą być zespoleni, gdyż On jako człowiek całkowicie Ojcu był posłuszny, by ofiarować Mu zadośćuczynienie za nasz grzech. Jedno bez drugiego, to jest zespolenie z duchem bez zespolenia się z ciałem, jest niemożliwe, gdyż jeśli Chrystus oddaje się nam na własność, to czyni to w tym celu, byśmy Go całkowicie posiedli.

W Wieczerzy dana nam jest więc prawdziwa, głęboka, integralna komunia Chrystusa.  Pragnienie połączenia się z Jezusem Chrystusem może w nas powstać tylko wówczas, gdy gonimy za sprawiedliwością Bożą, która polega na wyrzeczeniu się własnego „ja”, na całkowitym posłuszeństwie wobec woli Bożej.  Aby pogodzić własne poglądy z poglądami Zwingliego - Kalwin, napisał tekst o Wieczerzy, który omówił z Bullingerem następcą Zwingli'ego i z Farelem. 

 

Reasumując : teologowie szwajcarskiej Reformacji wyczytywali dwie interpretacje Wieczerzy Pańskiej z Pisma Świętego. Pierwsza, wyartykułowana przez Ulryka Zwingliego w Ratio Fidei (1530) – racjonalistyczna i metaforyczna – według której chleb i wino rozdawane w trakcie Wieczerzy Pańskiej nie są nośnikami obecności Chrystusa, lecz jedynie jej znakami i pamiątką przypominającą o minionych wydarzeniach; druga wyartykułowana przez Jana Kalwina w jego Katechizmie Genewskiem (1542) – to interpretacja, której celem jest znalezienie złotego środka między „papizującą” doktryną Marcina Lutra a bardziej Biblijną nauką  Ulryka Zwingliego. Jan Kalwin zwrócił uwagę na dwie rzeczy: (1) chleb i wino, jako znaki ciała i krwi Chrystusa, pozostają chlebem i winem, choć w jakiś sposób mistyczny reprezentują i oddają ciało i krew naszego Pana; (2) działanie Ducha Świętego sprawia, że Chrystus jest prawdziwie obecny w trakcie spożywania Wieczerzy Pańskiej

Do zgody a raczej kompromisu między tymi dwoma szwajcarskimi nurtami Reformacji doszło dopiero w 1549 roku, gdy spadkobierca Zwingliego, Bullinger, podpisał zredagowany przez Kalwina traktat Consensus Tigurinus zawierający naukę o Wieczerzy Pańskiej, którą streścić można następująco: Bóg wypełnia w nas prawdziwie przez swojego Ducha to, co sakrament Stołu Pańskiego ukazuje zewnętrznie. Warto ponadto mieć na uwadze jeszcze jeden fragment Consensusu omawiający charakter symboliczny Wieczerzy Pańskiej: Nie trzeba wpatrywać się w zwykłe znaki, ale mieć na uwadze związaną z nimi obietnicę (...) Tak więc substancja wody, chleba i wina nie sprowadza w żaden sposób Chrystusa na ziemię i nie czyni nas uczestnikami duchowych darów, należy koncentrować się o wiele bardziej na obietnicy (...) Tutaj upada błąd tych, którzy wpatrują się w elementy i im powierzają swoją ufność w zbawienie. Sakramenty oddzielone od Chrystusa są niczym innym jak tylko pustym widmem.

Ponadto jak słusznie zauważył Bullinger, że przy niegodnym spożywaniu Wieczerzy Pańskiej nie może być mowy o uczestnictwie w rzeczywistości, symbolizowanej przez dary, gdyż tylko zewnętrzne uczestnictwo nie zapewnia tego co istotne, z czego pochodzi życie i zbawienie

 

Co więc co dzieje się podczas Wieczerzy Pańskiej według tego skrzydła Reformacji ?

 

W Katechizmie heidelberskim z 1563 r. czytamy: (Chrystus) pragnie nauczyć nas, że jak chleb i wino podtrzymują życie doczesne, tak Jego ukrzyżowane ciało i przelana krew są prawdziwym pokarmem i napojem dla naszych dusz, niezbędnym do życia wiecznego. (...) Pragnie On nas zapewnić tymi widzialnymi znakami i rękojmią, że dzięki działaniu Ducha Świętego mamy tak realny współudział w Jego ciele i krwi, jak realnie przyjmujemy ustami te święte znaki na Jego pamiątkę ; natomiast w Konfesji sandomierskiej (czyli w wyznaniu wiary polskim z 1570 r.) : (W Wieczerzy Pańskiej) wszyscy przyjmują prawdziwie, co im Chrystus Pan w Testamencie swoim obiecać i postanowić raczył, to jest ciało jego i krew jego za nas wydane. Od sługi Kościoła bierzemy to sposobem widzialnym, zewnętrznym i poświętnym, a od samego Pana bierzemy to wewnętrznie, przez sprawę Ducha Świętego, który nas karmi ciałem Chrystusowem i poi krwią jego ku pomnożeniu życia wiecznego (Rozdział 21, s.133). Jak wynika z powyższego, Wieczerza Pańska sprawowana pod dwoma postaciami w sposób symboliczny przypomina i zapewnia człowieka spożywającego ten posiłek, na polecenie i pamiątkę Pana, o jego udziale w ofierze krzyżowej Jezusa Chrystusa, a widzialne chleb i wino oraz niewidzialne ciało i krew Chrystusa są wartościami porównywalnymi. Dlatego powiedzieć można, że Jezus Chrystus w trakcie każdej Wieczerzy, dzięki działaniu Ducha Świętego, jest prawdziwie (realnie) oraz wewnętrznie (duchowo) obecny i zapewnia biorącego udział w sakramencie o jego życiu wiecznym. Wieczerza Pańska pozostaje więc pewnego rodzaju znakiem, a właściwie symbolem.

Pomimo jednak zapewnień Kalwina, że traktuje Wieczerzę Pańską jako symbol widać w niej pozostałości papistycznej doktryny o sakramentach posiadającej syndrom mistycyzmu katolickiego. Według teologii katolickiej Eucharystia jest najświętszym sakramentem (łac. sacramentum) czyli obrzędem religijnym będącym znakiem przekazania łaski Bożej. Według katechizmu kościoła katolickiego sakrament ten nazywa się Eucharystią, ponieważ jest dziękczynieniem składanym Bogu - (od gr. eucharistein - Łk 22:19; 1Kor 11:24 oraz  eulogein Mt. 26:26; Mk. 14:22), ponadto dlatego, że jest Wieczerzą Pańską, Pamiątką Męki i Zmartwychwstania Pana, komunią jednoczącą z Chrystusem przez co przyjmujący ją staje się z Nim jednym ciałem oraz Mszą św., ponieważ liturgia, w której dokonuje się misterium zbawienia, kończy się posłaniem wiernych (łac. missio), aby pełnili wolę Bożą w codziennym życiu. Tak to ujmuje katechizm podpisany przez Jana Pawła II (punkty 1328-1332). 

Ale w Biblii nie ma doktryny o sakramentach czyli obrzędach religijnych będących znakiem przekazania łaski Bożej. Nie ma takiego obrzędu, który warunkuje przekazanie łaski. To nie celebracja jakiegokolwiek obrzędu daje łaskę, lecz właściwy dla Boga stan ludzkiego serca może sprawić, że Bóg w swej dobroci i zgodnie ze swą wolną wolą obdarzy serce ludzkie swym świętym duchem i ześle swe błogosławieństwo. Takiego stanu serc nie ma ani społeczność katolicka, ani prawosławna, ani protestancka. Brak łaski Bożej jest widoczny, ponieważ nie ma tam świętego ducha Bożego i jego darów. Brak łaski Bożej czego widzialnym dowodem jest brak świętego ducha Bożego wynika z braku posłuszeństwa wobec Przykazań Bożych - Dz.Ap. 5:32. Nie wystarczy więc jedynie mówić o duchowym zespoleniu (komunii) z Chrystusem i o wyrzeczeniu się własnego  ja  i o całkowitym posłuszeństwie wobec woli Bożej. Trzeba to wprowadzić w czyn - Jak. 2:17, 26. Bez tego na nic zda się wczuwanie w mękę i śmierć Chrystusa, i utożsamianie się z nim. Chrystus jest obecny duchem tylko wśród swoich naśladowców (Mt. 28:20), a nie takich którzy przyjmują pozór pobożności (2 Tym. 3:5). Liturgie i wszelkie obrzędy wymyślone przez ludzi nie mają żadnej wartości, jeśli chodzi o opanowanie zmysłów i ujarzmienie własnego  ja  (Kol. 2:23). Co więcej, celebracja Ostatniej Wieczerzy i innych obrzędów przy niespełnieniu wymogów Bożych jest bezwartościowa, a nawet szkodliwa, gdyż prowadzi nie do komunii z Chrystusem, lecz z jego przeciwnikiem. Żadne ekstatyczne uniesienia i sztuczne napędzanie podniosłego charakteru takich nabożeństw czy zgromadzeń nie jest jednoznaczne z oddziaływaniem świętego ducha Bożego - Ap. 18:2. To nie święty duch Boży tam oddziaływa ! Mistyczne zjednoczenie z takim duchem prowadzi więc nie do Boga, lecz w całkowicie odwrotnym kierunku. Rezultatem staje się zaślepienie i zniewolenie, któremu przez te praktyki uległa większość ludzi - 2 Kor. 4:3-4; Hebr. 2:14-15; Ap. 12:9,17. Ogromna część ludzi uległa dezinformacji i dała się uwikłać w fałszywe systemy religijne. W nich wykrzywiono podstawową naukę chrześcijańską dotyczącą ofiary Chrystusa. Tylko dogłębne zbadanie tego tematu przy dokładnym wniknięciu w sens Słowa Bożego przy właściwym nastawieniu serca i umysłu może prowadzić do wykrycia błędów - 2 Tym. 3:16; Jana 6:44; Mt. 11:27. 

 

 

 

 

 

 

 

—————

Powrót


Kontakt

Biblia-odchwaszczona